Włącz mi mikrofon
Prawdziwy Łona z domu Andrzeja Studio
Muszę trochę zwolnić
W głowie już za duży pierdolnik
Haruję od rana do wieczora jak rolnik
O kurwa znowu dzień się rozpoczął
Nie wierzę własnym oczom jak ten czas zapieprza
Nie mam chwili by odpocząć
Szanse na to, że gdzieś zdążę są nikłe
"Sorry Webber spóźnię się godzinkę"
"No kurwa jak zwykle"
Rany boskie
Wpadam do domu na kwadrans a tam ruch jak na Marszałkowskiej
robię coś po czymś nie mam czasu na to co robiłem przed tym
chwytam się za tysiąc spraw na raz póŹniej takie są efekty
w głowie dzwoni jakiś dzwonek
to odzywają się sprawy nie załatwione
tęsknie za głuchym telefonem, który milczy
na święty spokój apetyt rośnie wilczy
Wolniej, wolniej, wolniej
Wokół setki osób, które chcą żebym coś załatwił
W domu krzyki matki: "jak można znęcać tak się nad kimś"
Na przykład nade mną, w oczach już robi się ciemno
Mam dosyć, tęsknie za chwilą spokoju bezcenną
Mam nadzieję, że to się kiedyś skończy
Nie mogę całe życie biegać jak maratończyk
Czekam na dzień kiedy życie stanie się cukierkiem
Zanim mi ucieknie, pójdę spacerkiem
Bez stresu, bez zbędnych ruchów
Będę mógł poświęcić się swojemu hobby leżeniu na brzuchu
Na plecach, na boku
Żadnych krzykliwych gości wokół, cały czas święty spokój
Ludzie będą na mnie mówić: "patrz, co za wyluzowany facet"
Wreszcie będę mógł pójść na spacer
Do lasu powdychać świeżego powietrza
Ale narazie musze zapieprzać