Stoisz na rogu, ciemna brama w tleW tym obcym mieście, które przygarneło cię, dając ci uliceDworcowe ławki, niespokojny senW tym mieście, które pozwoliło, że twoje są uliceMasz jedną torbę i w niej cały domTutaj zginiesz w tłumie, więc nieważne skąd go przywiozłeśCzekasz na chwilę, czekasz na znakKiedy stąd odejdziesz, bo będzie ci brak twoich ulicNie musisz przecież niczego więcej chciećBo twoje są ulice, twoje są uliceTak hojny prezent podarowało ci życieStoisz na rogu, ciemna brama w tleW tym obcym mieście, które przygarneło cię, dając ci uliceDworcowe ławki, niespokojny senW tym mieście, które pozwoliło, że twoje są uliceMasz jedną torbę i w niej cały domTutaj zginiesz w tłumie, więc nieważne skąd go przywiozłeśCzekasz na chwilę, czekasz na znakKiedy stąd odejdziesz, bo będzie ci brak twoich ulicNie musisz przecież niczego więcej chciećBo twoje są ulice, twoje są uliceTak hojny prezent podarowało ci życie
|