Oczy zamglone, usta czerwone
zielone lilie pachn±ce jak wanilia
nieokrzesany uk³ad zwi±zkowy
nowy jak pancerny czo³g wojskowy
udajesz siê na ³owy, na polowanie
kolejne kazanie, dzi¶ ci siê dostanie
za blisko podejdziesz zobaczysz moj± baniê
wstanie s³oñce ju¿ za godzinê
na po³udniu kominy wzd³u¿ starej doliny
nie lep siê do szyby szkoda twojej ¶liny
nie kaza³em ci podchodziæ
kobieta rodziæ bêdzie rzadziej ni¿ za nos wodziæ
a co my¶la³e¶ ? ¿e ci siê uda
cuda zdarzaj± siê rzadko
g³adko i za ³atwo wszystko ci wychodzi
m³odzi jeste¶cie wyp³yñcie na ³odzi
na ¿ycia wielk± wodê
przejrzyj siê w niej dostrze¿esz urodê
siebie kobiety i lustrzanej wody
k³opoty to zdaje siê twoja specjalno¶æ
niewidzialno¶æ by³aby tw± broni±
ale o ni± ciê¿ko siê postaraæ
nie mo¿na jej kupiæ nie mo¿na przekazaæ
wraz z genami, ¿adnymi drogami
wodnymi, l±dowymi ani p³ciowymi
twoja twarz przypomina upiora z dyni
starymi szczurami zabawiasz siê zwykle
niech no pomy¶lê, niech no przywyknê
do tego widoku i tego smrodu
wydaje mi siê ,¿e szkoda zachodu
twojego i mojego lepiej popatrz w niebo
popatrzê z tob± kolego Pueblo
spojrzê i wyczujê jedno¶æ wzroku
nasze spojrzenie przebije szaro¶æ mroku
w oku ³za siê zakrêci³a
zaczerwieni³a siê powieka i kropla wyp³ynê³a
po³±czy³a siê z lustrem wody
ody bêd± ¶piewaæ syreny póki¶ m³ody
wios³o zanurzone powoli siê porusza
niby to wzrusza niby wykrusza
niczym stara szkocka kusza
przetrzyj atrament ze swego arkusza
i zdrad¼ co mêczy ciê Pueblo
co tam piszesz ? co rysujesz ? piek³o ?
czy¶ciec ? raj ? po¿ogi widoki ?
na kartce l±duj± twe d³ugie loki
nie chcesz siê zdradziæ ze swymi my¶lami
przecie¿ zostanie to miêdzy nami
kawami lubi³e¶ czêstowaæ go¶ci
lecz rzadko ich mia³e¶
pro¶ci i biedni zawsze byli z tob±
ale przecie¿ ty ca³ym sob±
by³e¶ zupe³nie inn± osob±
czêsto ulega³e¶ ró¿nym chorob±
fizycznym, psychicznym i demokratycznym
cierpia³e¶ z innymi, chcia³e¶ byæ mitycznym
bohaterem a nie zerem, kim¶ bez znaczenia
spójrz tam daleko, widzisz walenia ?
powoli i dostojnie wyp³ywa z cienia
dotykasz zmys³em swego golenia
swêdzi ciê cia³o od pobudzenia zmys³ów
g³owa pe³na pomys³ów
ten jeden wielki i dumny ssak
natchn±³ ciê tak jak ¿aden ptak
lubi³e¶ ich ¶piewy i ciche trele
lecz nie zda³y siê one na wiele
wobec twoich Pueblo problemów
tylko proszê ciê nic teraz nie mów
szkoda twych s³ów
rozumów wszystkich i tak nie zjad³e¶
nie zgad³e¶ po co ja siê pojawi³em
objawi³em siê i postawi³em
wszystko do góry nogami
tak aby¶ szura³ po drodze stopami
mod³ami wy¶ni³e¶ mnie sobie
teraz dopiero spotkaæ przy grobie
nie wiesz po co ? biedaku
ma³y niemowlaku
a ju¿ byli¶my tak blisko.
|