O ile się nie mylę chwilowo przybieram na sile
Lecz wiem jedynie tyle na ile zawiłe są winyle
Pokonuję mile niebezpieczne jak wylew
Pokonuję mile niebezpieczne jak wylew
Pokonuję mile niebezpieczne jak wylew
Pokonuję mile niebezpieczne jak wylew
Pokonuję mile niebezpieczne jak wylew
Pokonuję mile niebezpieczne jak wylew
Niebezpieczne jak wylew zostawiam je w tyle
[niebezpieczne jak wylew]
O ile się nie mylę chwilowo przybieram na sile
Lecz wiem jedynie tyle na ile zawiłe są winyle
[niebezpieczne jak wylew]
O ile się nie mylę chwilowo przybieram na sile
Tematy wokół kręcą się jak dobre winyle
Jak stąd do Chile tyle radości dają mi mego życia chwile
Młodość jest jak nieograniczony bilet
Niedogodności połamię tym stylem
Elementem jazzu malujemy żywe autentyki
Ja przykładam ucho do krytyki wagę do techniki dykcji metafizyki i rytmiki
Nie bojąc się krytyki mówię patyki w dupę tym co powiadają bryki
Wznoszę do was okrzyki nie bądźcie tanie żołnierzyki
Nie bierzcie bezmyślnie muzyki z VIVYki sryki pierdyki
TV robi młyn radio zatruwa głośniki
Nie decydują ludzie tu decydują wyniki
Przeciętności statystyki i wpływy polityki
Polityka ja tego nie dotykam od niej śmierdzą ręce
Etyka zanika nie wnikam
Mój świat to muzyka to mój Watykan tutaj oddycham
Tutaj dotyka mnie krytyka jej nie unikam jak bentlika
Nie dam się zdeptać nie mam natury chodnika
Pokonuję dystans bo czas umyka
Każda mila to metafizyka każda mila to metafizyka
O ile się nie mylę chwilowo przybieram na sile
Lecz wiem jedynie tyle na ile zawiłe są winyle
I pokonuję mile niebezpieczne jak wylew
Pokonuję mile niebezpieczne jak wylew
Pokonuję mile niebezpieczne jak wylew
Pokonuję mile niebezpieczne jak wylew
Niebezpieczne jak wylew zostawiam je w tyle
[niebezpieczne jak wylew]
Pokonuję mile niebezpieczne jak wylew
Pokonuję mile niebezpieczne jak wylew
Pokonuję mile niebezpieczne jak wylew
Pokonuję mile niebezpieczne jak wylew
Pokonuję mile niebezpieczne jak wylew
Pokonuję mile niebezpieczne jak wylew
Niebezpieczne jak wylew zostawiam je w tyle