Zjawi³ siê pod wieczor przemarzniety ma³y elf,
mowi³, ¿e na kilka chwil...
Wkrótce min±³ miesi±c i kochany ma³y elf
w serce zapad³ mi, jak nikt.
Cichy, jak ¿ak ruszy³ vabank,
w kó³ko jet'ame, w gwiazdach, jak Lem.
Gdzie¿ tam bon ton, zmys³ów voyager
pie¶ci³ mnie a¿ do szczytu marzeñ.
Budzi³ mnie niewinnie w ¶rodku nocy ma³y elf,
pyta³, czy to sen, czy nie?
Lubi³ siê zaklinaæ, ¿e na zawsze, ma³y elf,
zawsze siê rozwia³o w dym.
Wszystko, co chcia³ tu, u mnie mia³:
i winegret i plac Pigalle
i variétés, ch³odne trzy czwarte
a zosta³ ¿al, smutny bell'arte.
Mo¿e to deszcz, mo¿e to ³za
Pytasz, jak jest? Comme ci, comme ca...
Mowi³, ¿e b±ad, ¿e nudzi siê,
otwarte drzwi, wiêc s'il vous plaît...
Wyszed³ tak pod wieczor mój znudzony ma³y elf,
czekam, pewnie czekaæ chcê...
³atwo go poznacie, nie pytajcie wiecej mnie:
ot, zwyczajny ma³y elf...
ma³y elf.
|