Jest jeden ¶wiat, jedno ¿ycie, jeden Bóg, jak w niego wierzysz,
Wiele ¼róde³ wiedzy, które wszyscy chc± namierzyæ.
Ci którzy wygrali, obok dzieci bez odzie¿y.
Sam nie zmienisz nic. Akceptujesz, ¿eby prze¿yæ.
Tak wygl±da egzystencja w tym miejscu,
W¶ród fa³szywych braci, skurwysynów i mêdrców.
To co mamy w sercu - tysi±ce jêzyków.
Uniwersalny cel - znale¼æ szczê¶cie w ¿yciu.
Niebieska planeta ró¿nic i granic.
Wielu niezrozumianych. Niejeden z nich mówi³ mi za nich:
"Spójrz! Tyle rodzin ledwo wi±¿e koniec z koñcem.
Dla dzieci z dobrych domów ¿ycie wci±¿ jest proste."
To paradoks, który widzê nieustannie.
Co gorsza, dla wiêkszo¶ci to normalne conajmniej.
Globalna wiê¼ zale¿no¶ci i wp³ywów,
Jeste¶ w niej trybem. Mimo to, Ty masz wybór.
To Twój ¶wiat. Czy dajesz mu siê og³upiaæ?
Konsumpcja, ¿ycie poni¿ej granic ubóstwa.
Mo¿esz ubóstwiaæ, mo¿esz nienawidzieæ,
ale ¿yjesz w tym, wiesz co mo¿esz chcieæ najwy¿ej.
¯yjemy jak ¿yjemy - takie miejsce, taki czas.
Ulice, chodniki - ka¿dy z nas tu twarz± w twarz.
To co prze¿yjemy - Nasze! Bêdzie siedzieæ w nas!
Wena, Tet - Ró¿ni ludzie, jeden ¶wiat.
¯yjemy jak ¿yjemy - takie miejsce, taki czas.
Ulice, chodniki - ka¿dy z nas tu twarz± w twarz.
To co prze¿yjemy - Nasze! Bêdzie siedzieæ w nas!
Wu do eN, Tet, jeden ¶wiat!
¯yjê. Mam swój kawa³ek ¶wiata jak Ty.
Tu gdzie przeplata siê u¶miech, smutek, wiara i ³zy.
Tu gdzie staram siê byæ nikim wiêcej ni¿ jestem.
Pozy dla pozorów zaliczam do przestêpstw
I niekoniecznie jaram siê tym, co podsuwa mi wzrok.
Przez ten widok czasem zimny pot otula mi skroñ.
Rozczulam siê, co? Mo¿esz powiedzieæ, ¿e masz to w dupie,
Albo i¶æ i ¿yæ w³asnym snem jak pastor Luter.
Wiêkszo¶æ tego to jak plucie do Wis³y,
A na jej brzegach puste brzuchy, rodz± puste umys³y.
Domys³y: Co nie tak ze mn±, z nimi, z systemem?
Wiêkszo¶æ traci siebie na w³asne ¿yczenie.
Nic nie zmieniê. Zadajê tylko parê pytañ,
Bo nie jestem z tych, co dla poklasku udaj± Caritas.
Zbyt zajêty przetrwaniem, by byæ nastêpc± Ochojskiej.
Wszystko co mogê w trosce to siêgn±æ po drobne.
Wrzuciæ je w przej¶ciu w czapkê naiwnym.
po drugiej stronie miasta kto¶ wpycha setkê za stringi.
Dziwny jest ten ¶wiat jak ¶piewa³ wiesz kto...
Przyjrzyj siê dok³adnie wszystkim osiedlom.
Klatka po klatce, choæ nic tu z ekranu
Projekcja boli. Sorry nie mam ¼renic z kevlaru.
6 miliardów sposobów na to ¿eby ¿yæ i umrzeæ.
Bez recepty jak odnale¼æ siê w tym gównie.
¯yjemy jak ¿yjemy - takie miejsce, taki czas.
Ulice, chodniki - ka¿dy z nas tu twarz± w twarz.
To co prze¿yjemy - Nasze! Bêdzie siedzieæ w nas!
Wena, Tet - Ró¿ni ludzie, jeden ¶wiat.
¯yjemy jak ¿yjemy - takie miejsce, taki czas.
Ulice, chodniki - ka¿dy z nas tu twarz± w twarz.
To co prze¿yjemy - Nasze! Bêdzie siedzieæ w nas!
Wu do eN, Tet, jeden ¶wiat!
¯yjemy jak ¿yjemy - takie miejsce, taki czas.
Ulice, chodniki - ka¿dy z nas tu twarz± w twarz.
To co prze¿yjemy - Nasze! Bêdzie siedzieæ w nas!
Wena, Tet - Ró¿ni ludzie, jeden ¶wiat.
¯yjemy jak ¿yjemy - takie miejsce, taki czas.
Ulice, chodniki - ka¿dy z nas tu twarz± w twarz.
To co prze¿yjemy - Nasze! Bêdzie siedzieæ w nas!
Wu do eN, Tet, jeden ¶wiat! |