Na basztę wszedłszy chrobry kneź
zawolal po łacinie:
Drużyno! Nowe szaty weź
i wynijdź na dziedziniec!
Ożywił się kneziowy dwór,
już zbiega się rycerstwo,
a każdy silny jest jak tur
i każdy twarz ma czerstwą.
A kneź nerwowo zmierzwił wąs
i zadął w róg specjalny,
I spytał: Czy już wszyscy są?
Niech sprawdzi personalny!
A gdy sprawdzono cały dwór
rzekł tonem zatroskanem:
Najstarsza z moich licznych cór
dojrzała dziś nad ranem.
Tu się na zamku zrobił szum,
chrzęstnęły miecze w pięściach.
Kogo dojrzała! - spytał tłum.
Dojrzała do zamęścia!
A ten jej mężem będzie mógł
mienić się w sposób hardy,
kto napnie ten prastary łuk
niewiarygodnie twardy.
Już ktoś wyciąga krzepką dłoń,
wierząc, że cel osiągnie,
ujmuje zabytkową broń,
zapiera się i ciągnie.
A wtem się rozległ głośny trzask,
lud chciał zakrzyknąć Hura!,
ale zawodnik podniósł wrzask:
Joj! wyszła mi ruptura.
Lecz oto drugi stówa w szrank
naciągnie luk a zaliż?
Drży cały... stęka... a wtem bang
i trafił go paraliż.
A kneź na ganku blady stal
i było mu niedobrze,
a trup się na dziedzińcu słał,
tak często niczym w Kobrze.
Lecz nim zaczęto serię styp
wystąpił na arenę,
dość nędzny i cherlamy typ,
niejaki Dreptak Zenek.
Odłożył chleb, co właśnie żuł,
odchrząknął, brzucha wciągnął i
łuk palcami chwycił wpół
I ciach! I go naciągnął.
Następnie czknął, dokończył chleb
poprawił zgrzebne gacie.
Piękną kneziową wziął za łeb
i zamknął się z nią w chacie!
A kneź o mury głową bił
i głośno biadał z płaczem:
Któż mógł przewidzieć,
że on był aż takim naciągaczem?
|